Cel jest prosty: lepiej niż wczoraj

Psychologia jeździectwa – z końską dawką rozsądku


Jeździectwo nie zaczyna się w stajni, tylko w głowie

Zanim założysz kask, siodło i ogłowie, najpierw „zakładasz” coś innego – swoje myśli, przekonania, wartości. To one wchodzą na czworobok czy parkur razem z Tobą. Koń czuje nie tylko Twoje łydki i ręce. Czuje też Twoje wahanie, chaos, lęk, złość, wstyd, presję.

Jeździectwo to nie tylko technika. To także:
znajomość własnych wartości, żeby wiedzieć, po co w ogóle to wszystko robisz i do jakich celów dążysz
tożsamość, dzięki której hejt i cudze opinie nie wyrzucają Cię z siodła po jednym słabym tekście
nawyki, które budujesz świadomie – zamiast żyć w wiecznym „jakoś to będzie”
asertywność, gdy pojawiają się pokusy, skróty, cudze oczekiwania i presja środowiska
dojrzałe radzenie sobie z porażką, bo w jeździectwie nie jest ona wyjątkiem, tylko normą
umiejętność pracy z lękiem i stresem, zanim one zaczną pracować przeciwko Tobie
odporność psychiczna, która chroni przed wypaleniem, rezygnacją i wiecznym porównywaniem się z innymi
– świadomość tego, na co masz realny wpływ, a co jest kompletnie poza Twoją kontrolą.

To wszystko nie jest „miłym dodatkiem”. To jest fundament, na którym dopiero sens ma trening w siodle.
Jeśli nie trenujesz głowy tak samo systematycznie, jak dosiadu, prędzej czy później to nie koń zacznie się zatrzymywać – tylko Ty.

Tym właśnie się zajmuję: uczę jeźdźców, jak ogarniać swoją psychikę z taką samą konsekwencją, z jaką ogarniają trening, żeby ich głowa nie była najsłabszym ogniwem w relacji z koniem, tylko ich największym atutem.


Nie można wszystkiego zmienić. Tylko siebie. I właśnie to, zmienia wszystko.


Moja misja & wartości

W jeździectwie widzę to codziennie: dwie osoby mogą mieć podobne predyspozycje, możliwości i podobnego konia – a jednak tylko ta, która świadomie pracuje ze swoją głową i emocjami, naprawdę idzie do przodu. Psychologia jeździectwa nie jest „dodatkiem dla wrażliwych”. Jest różnicą między jeźdźcem, który tylko trenuje, a jeźdźcem, który się rozwija.

Mistrzostwo nie jest darem. Mistrzostwo jest decyzją, którą podejmujesz codziennie: wyjść z lęku, oswoić presję, stanąć twarzą w twarz z porażką, zamiast uciekać. To umiejętność, by w kluczowym momencie nie poddać się panice, tylko oprzeć na przygotowanej wcześniej psychice.

Nie trzeba umieć latać, żeby być ornitologiem.

Ja mogę dodać od siebie – można być psychologiem i… popełnić absolutnie wszystkie książkowe błędy jako człowiek.

Przeszłam przez wiele sytuacji, o których dziś mogłabym spokojnie napisać podręcznik: kryzysy, życiowe zakręty, decyzje podjęte pod wpływem emocji, ucieczki, powroty, trudne relacje. Jako psycholog bardzo dobrze wiedziałam „jak powinno być”, a mimo to wielokrotnie lądowałam w miejscach, w których wcale nie chciałam być.

Piszę o tym z premedytacją. Bo właśnie dzięki temu doświadczeniu wiem z pierwszej ręki, że:

  • z każdej, nawet bardzo trudnej sytuacji, da się jakoś wyjść
  • każdy kryzys – jeśli go przepracujemy – czegoś nas uczy i wzmacnia
  • czasem trzeba zrobić krok w tył, żeby później móc ruszyć dalej zupełnie inną, lepszą drogą
  • są momenty, które bolą, ale jednocześnie budują kręgosłup, po których coraz trudniej nas złamać

Nie wierzę w życie bez potknięć. Wierzę w człowieka, który uczy się wstawać.
Dlatego kiedy pracuję z drugim człowiekiem – czy to sportowcem, czy osobą w kryzysie – nie patrzę na niego z pozycji kogoś „ponad problemami”. Wiem, jak wygląda „od środka” bezsenna noc, lęk o przyszłość, poczucie porażki. I wiem też, że nie ma sytuacji, z której nie da się wyjść z nową siłą, jeśli ma się obok kogoś, kto pomoże tę drogę zobaczyć i przejść krok po kroku.